Poszukiwania Psa trwały sporo
czasu. Rozważałyśmy różne schroniska, fundację zajmujące się zwierzętami jak i
osoby prywatne, które z różnych przyczyn postanowiły oddać swojego Psa.
Obejrzałyśmy chyba setki zdjęć z opisami. Nie jeden psiak skradł nasze myśli na
dłużej. W końcu trafiłyśmy do schroniska na Paluchu.
Pierwsza wizyta na Paluchu to
był...szok. uderzający był hałas, wszędzie szczekające psy. Druga rzecz jaka
mnie zadziwiła to wygląd schroniska. Spodziewałam się chyba obskurnych,
zardzewiałych kojców i takiego ogólnego nieporządku. Znalazłam natomiast czysty
teren, z czystymi i dosyć nowo-wyglądającymi boksami oraz ludzi, którzy starali
się być pomocni i udzielali wszelkich informacji o konkretnie wybranych psach.
Wykreowała mi się tu jakaś laurka o Paluchu ..eh. Nie zrozumcie mnie źle, być
może w tym schronisku pracują również osoby niekompetentne lub nie umiejące
rozmawiać z ludźmi. Ja na szczęście ich nie spotkałam.
W sumie na Paluchu byłam cztery
razy. Pierwsza wizyta była nietrafiona i wyszłam z tamtą z wielkim mętlikiem w
głowie. Na drugiej natomiast wybraliśmy pieska i to do niego musiałyśmy przyjechać na spacery przed
adopcyjne.
Nasze serce skradła...Lila. Urocza, 1,5 roczna suczka, która jak się
potem okazało posiada również swój charakterek :D


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz